Finanse

Banki narodowe i ich potężne działania monetarne

Banki narodowe na całym świecie zaczęły zwiększać podaż pieniądza. Prym wiedzie Narodowy Bank Szwajcarii (Swiss NB) oraz Bank Japonii (Bank of Japan).

Banki narodowe i ich potężne działania monetarne

Prym wiedzie Narodowy Bank Szwajcarii (Swiss NB) oraz Bank Japonii (Bank of Japan). Ten pierwszy tworzy pieniądz głownie do obrony swojego kursu walutowego (franka). W trakcie kryzysu kapitał napływa do bezpiecznych przystani takich jak frank, co uderza w eksporterów. Dlatego bank centralny w Szwajcarii kreuje franki w swoim bilansie i sprzedaje je na rynku kupując inne waluty – stąd wzrost sumy bilansowej.

Zobacz także: Nasze państwo ma pieniądz za darmo?

W Japonii bilans rośnie, wynika to z dużej mierze ze skupu obligacji Japonii. Czyli bank centralny tworzy pieniądze i skupuje od banków komercyjnych obligacje rządu Japonii. Banki komercyjne kupują je na przetargach bezpośrednio od rządu. Czyli realnie finansowanie idzie z banku centralnego. Niektórzy ogłaszali hiperinflację przez taką postawę w Japonii. Jakoś od 30 lat Japończycy mają problem, żeby utrzymać inflacje na poziomie 2%, jest ona zwyczajnie za niska.  Nie znaczy to, że każdy kraj może zrobić to samo. Aktualnie w Polsce inflacja nas ogranicza przed takimi działami w dłuższej perspektywie, chociaż jak pisałem, w krótkim terminie inflacja będzie spadała i tak się dzieje. Inflacja spada, ale startowaliśmy z wysokiego poziomu (4,7% r/r odczyt z lutego) zatem mimo spadków i tak z inflacją 3,4% (odczyt za kwiecień) jesteśmy liderami w Europie, w tym rankingu.

Pamiętajmy, że ekspansja monetarna w formie skupu aktywów, który teraz prowadzą banki centralne, w dużej mierze polega na kupowaniu aktywów z rynku (obligacji rządu, firm, niektóre banku skupują akcje (Bank Japonii). Zatem faktycznie jest inflacja – ale na rynku finansowym. Banki narodowe pompują ceny aktywów finansowych, żywiąc bogaczy i rentierów.

Zobacz także: Narodowy Bank Polski pierwszy raz w historii wprowadza luzowanie ilościowe (QE)

Czy coś spływa do szerokiego społeczeństwa, o które państwo powinno dbać w pierwszej kolejności? Tak, pośrednio. Bank centralny kupuje obligacje od rządu (pośrednio – przez banki komercyjne), a rząd dzięki taniemu finansowaniu może zasilać ludność w dochód – zasiłki, dopłaty itp.

Bilanse banków centralnych będą rosły dalej

Bilanse banków centralnych będą rosły dalej. Nie musi to się przekładać na inflację konsumencką. Tak jak mówię, para idzie w rynek kapitałowy, tam jest inflacja. Do inflacji konsumenckiej wywołanej czynnikami monetarnymi potrzeba silnego popytu na kredyt. A mimo niskich stóp, ani konsumenci się do tego nie garną (wiadomo czemu), ani banki narodowe nie chcą za bardzo pożyczać ze względu na wyższe ryzyko niewypłacalności w czasie kryzysu.

Zobacz także: Przewozy intermodalne w Polsce biją kolejne rekordy. Skutek pandemii?

Aktualnie jedynym kanałem, dzięki któremu inflacja może rosnąć poprzez podaż pieniądza jest kanał fiskalny. Jeśli rząd będzie dostawał tanie finansowanie od banku centralnego, może wydawać to na nas. W takim czasie jak ten, nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że zachowamy umiar. W Polsce o umiar dba limit konstytucyjny długu do PKB na poziomie 60%. Tak, próg może obejść np. wydatkując przez PFR – Polski Fundusz Rozwoju nie wlicza się do długu sektora finansów publicznych według metodologii polskiej, ale takie wymijanie tego limitu też ma swoje limity.

Moim zdaniem przy progu 55-60% znajdziemy się już za kilka kwartałów. Teraz pieniądze są (startowaliśmy z ok. 46% długu do PKB), w przypadku drugiej fali zachorowań, gospodarki nie będzie można zamknąć, zwyczajnie nie będzie pieniędzy.

Zerowe stopy procentowe zostaną z nami na dłużej

Polecane artykuły

Back to top button