Komentarze I Analizy

Presja na producentów żywności wywierana przez konsumentów musi być większa [OPINIA]

Do tekstu załączam zdjęcie składu mięsa nadziewanego z serem, które zrobiłem jakiś czas temu, nie mogąc się nadziwić jak długi i jak okropny jest skład. Czy naprawdę chcemy czegoś takiego jako konsumenci? Przecież to jest masowe faszerowanie nas produktami żywnościo-podobnymi. Za to, że jest trochę taniej i trochę dłużej zdatne do spożycia, sprzedajemy nasze zdrowie i energie. A czy jest taniej? W krótkim terminie tak, ale czy jest taniej ogólnie, niech powie ktoś, kto wie, ile kosztuje leczenie chorób cywilizacyjnych. Z tego powodu presja na producentów żywności wywierana przez konsumentów musi być większa.

Szkodliwe substancje w jedzeniu są czymś powszechnym

Ktoś może pomyśleć: bez przesady, przecież są normy i państwowe regulacje, które zapewniają, że żywność nie jest szkodliwa. Takie myślenie obnaża raport Najwyższej Izby Kontroli z 2018 roku.

NIK apeluje o sprawdzanie bezpieczeństwa substancji dodatkowych różnego rodzaju, ich wzajemnego wpływu oraz efektów kumulacji, działania synergicznego i działania utajnionego, również z lekami. Dziś aplikujemy w swoje ciała całą tablice Mendelejewa w niekontrolowanej formie. To jest znamienne dla, jak ja to nazywam: kapitalizmu anglosaskiego – najpierw sprzedaż i kwartalny zysk, a konsekwencje będą potem i to dopiero jak ktoś się połapie, że zniszczyliśmy ludzkie zdrowie czy środowisko, wtedy już za firmę będzie odpowiedzialny inny Zarząd.

Zobacz także: Amerykańskie gospodarstwa domowe marnują 32% zakupionej żywności [BADANIE]

Cytat z raportu NIK pt. „Nadzór nad stosowaniem dodatków do żywności” Nr ewid. 173/2018/P/18/082/LLO:

„Kupując atrakcyjnie wyglądający produkt spożywczy, z długim okresem przydatności do spożycia, często konsumenci nie mają świadomości, że ten korzystny efekt został osiągnięty dzięki zastosowaniu szeregu różnych dodatków do żywności, tj. substancji, które w normalnych warunkach ani nie są spożywane same jako żywność, ani nie są stosowane jako charakterystyczny składnik żywności, a których celowe dodanie powoduje, że stają się one bezpośrednio lub pośrednio składnikiem tej żywności. Obowiązujące ustawodawstwo w zakresie substancji dodatkowych można ocenić jako liberalne”.

Producenci żywności częściowo omija normy, ale sytuacja nie jest tragiczna

W raportach można wyczytać, że producenci częściowo omijają normy np. stosując trzy różne konserwanty o podobnym działaniu bez przekraczania normy w każdym z nich. Jednak nie ma norm dla kumulacji konserwantów. NIK wskazuje na opieszałość organów kontrolnych i ustawodawczych.

Zobacz także: Chiny będą nakładać na obywateli grzywny za marnowanie żywności!

Sytuacja nie jest tragiczna, mamy pewne regulacje: producenci mają obowiązek podać skład – to już dużo. A my, możemy ten skład sprawdzać, większość z nas tego nie robi, ale kupując produkty przetworzone, warto tam zajrzeć. Np. w hipermarketach są produkty gotowe (naleśniki, krokiety itp.) różnych producentów i warto sprawdzić skład i wybrać te, które mają najlepszy. To jest właśnie świadomy wybór. Asymetria informacji istnieje tzn. producent wie więcej o swoim produkcie niż konsument, ale czytając skład możemy ją znacznie zmniejszyć. Nie jesteśmy bezbronni.

Presja na producentów żywności wywierana przez konsumentów musi być większa

Oczywiście jest to pewna praca, którą trzeba wykonać, ale robiąc to, wywieramy na producentach presje ekonomiczną. Im więcej jest produktów o lepszym składzie się sprzeda, tym bardziej producenci będą na nie stawiać. Idąc wyraźnie w kierunku wyboru lepszej żywności, świadomie zmusimy firmy do dostosowania się do naszych preferencji. Poza tym, mając do wyboru produkty globalnych koncernów i lokalnych producentów, jestem zdecydowanym zwolennikiem wyboru owoców pracy tych drugich. Oczywiście, to nie jest tak, że każdy lokalny producent jest święty, ale powiedzmy sobie wprost:

– jaki jest sens, żeby gotowe naleśniki płynęły do mnie z USA?

– jaki jest sens, żeby sprowadzać tu pieczywo mrożone z Chin?

– jaki jest sens, żeby ziemniaki (ciężkie i tanie) jechały tu z Wielkiej Brytanii?

Zobacz także: Marnowanie żywności – czy warto kupować „brzydkie” warzywa? [BADANIE]

Są to paradoksy kapitalizmu anglosaskiego. Oczywiście, to, że możemy jeść owoce tropikalne i je importować jest jak najlepsze, nie ma ich w Polsce, ale ziemniaki? Są to absurdy powodowane przepychaniem się grup interesu (np. wielkich farm z lokalnymi rolnikami). Zakończmy to szaleństwo jako konsumenci i kupujmy polskie produkty, jeśli ich produkcja w kraju nie jest znacznie droższa. Ziemniaki, jabłka czy drób są tego dobrym przykładem.

Presja na producentów żywności, czyli jeśli my nie zmienimy naszych nawyków, nic się nie zmieni

Podsumowując: państwo nie zawsze zadba o nas, nie zapewni nam czystego powietrza, nie zapewni nam zdrowej żywności. Niestety kończy się na tym, że sami musimy kupować mądrze, oczywiście wymaga to nieco wysiłku i wiedzy, ale moim zdaniem warto.

I jeszcze jedno: nie jestem też zakręconym fanem eko-jedzenia. Też jem produkty powszechnie uważane jako niezdrowe, ale kluczowe jest, żeby baza diety była możliwie zdrowa. Wiadomo trzeba znaleźć w tym wszystkim złoty środek i nie popaść w fanatyzm.

dr Wojciech Świder

Polecane artykuły

Back to top button