GospodarkaKomentarze I AnalizyNews

Polska w czołówce nadwyżkowych zgonów. Dane są niepokojące

Jak donosi Financial Times — Polska w czołówce nadwyżkowych zgonów. Różne dane sugerują, że liczba wykrywanych w Polsce zgonów z powodu COVID-19 jest znacznie niższa od rzeczywistej.


Jak informuje FT, Polska znajduje się w pierwszej dziesiątce nadmiarowych zgonów na milion osób w okresie od początku wybuchu pandemii koronawirusa. Razem z nami w czołówce uplasowały się takie kraje jak Peru, Bułgaria, Rosja, Serbia, Meksyk, RPA, Ekwador, Boliwia czy Brazylia. Znajdujemy się w ścisłej czołówce zarówno pod względem bezwzględnych zgonów, jak i ich względnej liczby. Czy to wina wirusa? A może zgony są w większości kwestią zamknięcia placówek?

Polska w czołówce nadwyżkowych zgonów, choć oficjalne dane tego nie pokazują

Oficjalnie z powodu COVID-19 zmarło w Polsce 77 tys. Tymczasem liczba nadwyżkowych zgonów według różnych szacunków wynosi od 120 tys. do nawet 160 tys. zgonów. Uśredniając, można przyjąć, że w Polsce zmarło od początku pandemii o 140 tys. osób więcej niż zmarłoby w przypadku, gdyby pandemia nie wystąpiła. Oznacza to, że sam COVID-19 odpowiada oficjalnie za niecałą połowę nadwyżkowej śmiertelności. Czy to znaczy, że ograniczenie ochrony zdrowia dla innych chorych było lekiem gorszym od choroby?

Zanim zacznę tłumaczyć, dlaczego tak nie jest, chciałbym zaznaczyć jeden fakt. Nawet przy założeniu, że nadwyżkowe zgony niebędące oficjalnie zidentyfikowane jako COVID-19, to jedynie zgony spowodowane zamknięciem ochrony zdrowia, nie oznacza to, że otwarcie szpitali byłoby zbawieniem. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, że wirus trafia na oddział onkologiczny, a wskutek tego umierają chorzy na raka. Trudno jednak oszacować, jaki byłby potencjalny wpływ otwarcia placówek.

Czy to zamknięte szpitale odpowiadają za większość nadwyżkowych zgonów?

Tezę, że to nie szpitale, a ukryte zgony COVIDowe odpowiadają za przytłaczającą większość zgonów, można poprzeć kilkoma pochodzącymi  z różnych źródeł danymi. Pierwszymi są statystyki dostępu do ochrony zdrowia w 2020 roku. Patrząc na liczbę hospitalizacji, okazuje się, że największe ograniczenie w dostępie do szpitali miało miejsce podczas wiosennego lockdownu. W okresie marzec-maj 2020 roku miało miejsce o blisko 900 tys. mniej hospitalizacji niż w analogicznym okresie w 2019 roku. Podczas jesiennej fali w okresie październik-grudzień było to 650 tys. mniej hospitalizacji. Dane przedstawia poniższa tabela.

Liczba hospitalizacji w Polsce w 2020 roku

Jeżeli to wiosna była okresem największego utrudnienia w dostępie do lekarza, to właśnie ona powinna być okresem, gdy nieleczeni umierali najczęściej. Tymczasem nadwyżkowa śmiertelność podczas wiosny była marginalna. Widzimy za to małe odbicie liczby nadwyżkowych zgonów w lipcu i sierpniu 2020 roku. Odbicie to nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia, ponieważ dostęp do szpitali był wtedy względnie swobodny.

Nadwyżkowe zgony w Polsce

https://mpidr.shinyapps.io/stmortality

Wyjaśniać mogą ją za to zakażenia związane z koronawirusem. Już w 2010 roku naukowcy próbowali przewidywać fale zachorowań na grypę przy pomocy wyszukiwań w Google. Okazuje się, że wyszukiwania frazy „objawy COVID” wyprzedzały liczbę nadwyżkowych zgonów w następnych tygodniach. Metoda ta pozwala niezależnie od działań rządu (w razie słabego testowania czy niepoprawnych wyników) przewidywać liczbę śmierci w następnych tygodniach. Co zaskakujące, lipcowo-sierpniowy wzrost liczby zgonów jest tutaj tłumaczony większą liczbą wyszukiwań (czyli co za tym idzie potencjalnie chorych osób, które chciały sprawdzić, czy mają COVID-19). Przesunięte o dwa tygodnie w tył dane dotyczące zgonów, dają z wyszukiwaniami bardzo wysokie dopasowanie. Współczynnik determinacji R² dla takiego zbioru danych wynosi ponad 0,8.

Polska w czołówce nadwyżkowych zgonów

Zdaje się więc, że brak hospitalizacji nie tłumaczy bezpośrednio liczby nadwyżkowych zgonów. Dodatkowo, nawet gdyby założyć, że jesienna fala zgonów jest opóźnionym efektem wiosennej blokady, to wszyscy chorzy musieliby zacząć umierać w tym samym czasie (w ciągu kilku tygodni), a następnie zgony musiałyby wyhamować. Taki zbieg okoliczności wydaje się wielce nieprawdopodobny. Jeżeli zgony byłyby spowodowane COVIDem (co sugerują powyższe dane) to oznaczałoby, że mamy w Polsce olbrzymie niedoszacowanie liczby zgonów.

Naukowcy z Waszyngtonu uważają, że w Polsce było dużo więcej zgonów

Podobnego zdania są naukowcy z University of Washington. Działająca pod ich patronatem strona Health Data pokazuje jak wygląda szacowana nadwyżkowa liczba zgonów spowodowana COVIDem. Z danych wynika, że rzeczywista liczba zgonów COVIDowych wynosi ponad 120 tys. To znaczy, że wykrywamy jedynie nieco ponad połowę zgonów, które powoduje COVID-19.

Oficjalna i szacowana liczba zgonów z powodu COVID w Polsce

https://covid19.healthdata.org/

Kolejnymi danymi sugerującymi, że liczba zgonów spowodowanych COVID-19 jest zaniżona, jest raport Ministerstwa Zdrowia dotyczący zgonów w 2020 rokuZ danych przedstawionych przez MZ wynika, że oficjalne zgony spowodowane SARS-CoV-2 stanowią jedynie 43% wszystkich nadwyżkowych. Okazuje się za to, że aż 63% zgonów miało miejsce w czasie do 30 dni od pozytywnego wyniku, a 6% powyżej tego czasu. 30% nie miało potwierdzonego zakażenia. Około 70% nadwyżkowych zgonów to osoby, które miały COVID-19, z czego 63% w ciągu ostatnich 30 dni. Fakt, że jedynie 3% Polaków miało w 2020 zdiagnozowanego wirusa, a aż 70% „dodatkowych” zgonów wiązało się z pozytywnym wynikiem, powinien być dość wyraźną sugestią, że prawdopodobnie pomijamy bardzo wiele z tych COVIDowych zgonów. Trudno znaleźć powód tak dużej zakażalności zmarłych na tle reszty społeczeństwa.

Nadwyżkowe zgony a wynik testu na koronawirusa

Wykryte zakażenia a nadwyżkowe zgony

Kolejnym argumentem sugerującym, że za nadwyżką zgonów stoi w większości (choć oczywiście nie należy wykluczać roli zamknięcia placówek medycznych) liczba zachorowań na COVID-19 jest badanie Radosława Murkowskiego. W swojej pracy Nadmierna umieralność w Polsce podczas pandemii COVID-19 w 2020 roku badacz przyjrzał się zależności między liczbą zachorowań a nadmiarowych zgonów.

— Jednocześnie zaobserwowano istnienie bardzo wysokiej korelacji pomiędzy liczbą nadmiarowych zgonów a liczbą zaraportowanych przypadków zachorowań na COVID-19 dla danych bez żadnych opóźnień (wykr. 4). Zależność tę opisano za pomocą modelu liniowej funkcji regresji bez wyrazu wolnego, z której wynika, że jeżeli liczba zaraportowanych przypadków zachorowań na COVID-19 wzrośnie o tysiąc, to liczba nadmiarowych zgonów będzie w tym samym tygodniu wyższa średnio o 51,4 przypadku — czytamy w badaniu.

Polska w czołówce nadwyżkowych zgonówPolska w czołówce nadwyżkowych zgonów, mimo oficjalnie niskiej liczby zakażeń

Kolejną zastanawiającą statystyką jest bardzo niska liczba zakażeń. Zestawienie ze sobą państw pod względem wyszczepienia populacji i liczby zakażeń sugeruje, że Polska radzi sobie nadzwyczaj dobrze przy tej liczbie zaszczepionych. Warto jednak zwrócić, że współczynnik determinacji dla takich danych wynosi jedynie 0,28, co sugeruje dość mały związek między tymi wskaźnikami.

Poziom wyszczepienia a liczba zakażeń

Gdy jednak zamiast zakażeń weźmiemy pod uwagę hospitalizację (które dużo ciężej „przeoczyć”), to okazuje się, że zależność jest już dużo większa, a współczynnik determinacji wynosi już nie 0,28 a 0,77, czyli jest bardzo silny.

Poziom wyszczepienia a liczba hospitalizacji

Z danych tych wynika, że albo kraje środkowej i wschodniej Europy są dużo bardziej podatne na hospitalizację po zakażeniu, albo liczba wykrywanych przypadków jest tam zbyt mała. Z uwagi na brak uzasadnienia dla tak dużych różnic, można z dużą dozą pewności przyjąć, że liczb zakażeń w Polsce, jak i innych krajach jest zaniżona. Powodem może być słabszy wywiad epidemiologiczny (wynikający z niedofinansowania ochrony zdrowia) jak i większy strach o sytuację materialną (takie osoby nie mogą sobie np. pozwolić na brak pracy przez czas kwarantanny).

Jak widać, wiele danych sugeruje, że liczba zakażeń, a co za tym idzie, zgonów COVIDowych w Polsce może być niedoszacowana. Nie oznacza to oczywiście, że brak dostępu do ochrony zdrowia nie grał tutaj żadnej roli, ale jego udział był prawdopodobnie o wiele niższy, niż wynika to z oficjalnych danych.

Zobacz też: Żaden kraj nie radzi sobie tak źle z pandemią Covid-19 jak Polska

Polecane artykuły

Back to top button