GospodarkaPolska

Nowe dane o płacach są fatalne! Polacy biednieją, bo inflacja nie zwalnia

W skali roku sierpniowy wzrost przeciętnych wynagrodzeń brutto wyniósł 12,7%. To oznacza, że w obliczu ponad 16-procentowej inflacji, realne płace skurczyły się w porównaniu do sierpnia ubiegłego roku o 3,4%. To najsilniejszy regres płac od 2006 roku. Skoro płace nie nadążają za inflacją, to znak dla polityki monetarnej, że strategia zacieśniania powinna schodzić na boczny tor.

Dochody gospodarstw domowych w stagnacji

Sierpniowe dane o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw zaskoczyły w dół. Przeciętne wynagrodzenia nominalne wzrosły o 12,7% r/r wobec oczekiwań na poziomie 13,9% r/r. Realne tempo wzrostu płac wraca więc do swojego spadkowego trendu po lipcowym odbiciu wynikającym z jednorazowych premii. Fundamentalnie, płace znajdują się w stagnacji od połowy bieżącego roku. Biedniejemy i próżno o optymizm. Inflacja nie zwolni tempa co najmniej do I kw. 2023 roku. Coraz słabszy rynek pracy i krajowa dekoniunktura będą osłabiać tempo wzrostu wynagrodzeń nominalnych, co oznacza, że dochody realne będą topnieć w coraz szybszym tempie. Taki stan utrzyma się co najmniej do końca roku. Na początku przyszłego roku możemy spotkać się z optymistycznymi danymi, gdyż przeciętne wynagrodzenie podniesie wzrost płacy minimalnej z 3010 zł brutto do 3490 zł brutto.

Żródło: Analizy Pekao

Zobacz także: Wynagrodzenia w Polsce rosną szybko, ale ceny szybciej [WYKRES]

W stosunku do lipca (w ujęciu miesięcznym) przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się w sierpniu o 2,9%. Spadek płac nominalnych spowodowany jest hojnymi premiami, które zostały wypłacone w lipcu w sektorze wydobywczym. Spadek wynagrodzeń odnotowano prawie we wszystkich sekcjach PKD (działach gospodarki), z czego najsilniejszy spadek miał miejsce w sekcji „Górnictwo i wydobywanie”, gdzie płace nominalne zmniejszyły się o 33,6% m/m i w sekcji „Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” – spadek o 30,8%.

Źródło: GUS

Zobacz także: Płace gonią inflację! Wynagrodzenia wzrosły aż o 15,8% w lipcu. Najsilniej w górnictwie

Płace próbują gonić inflacje

Dane GUS o wynagrodzeniach nie uwzględniają budżetówki i mikroprzedsiębiorstw, w których można śmiało zaryzykować tezę, iż nominalne płace charakteryzują się niższą dynamiką wzrostu, niż w sektorze przedsiębiorstw. Na przykład w przemyśle płace nominalne według estymacji ekonomisty Michała Możdżenia w zasadzie ani drgnęły od marca. Gospodarstwa domowe w Polsce ubożeją. Siła przetargowa pracowników słabnie, gdyż nadchodzi recesja, co wiąże się z obawami o miejsca pracy. Polacy coraz rzadziej proszą o podwyżki. Spadek płac realnych w części rekompensuje obniżka podatku PIT z 17% do 12%, która obowiązuje od lipca.

Zobacz także: Schiphol zmniejsza dzienny limit pasażerów. Brakuje pracowników

W 2022 roku udział płac w PKB spadnie drugi rok z rzędu. W sumie Komisja Europejska szacuje, że procentowy udział płac w PKB spadnie w latach 2021-2023 o 2,9 pkt proc. Dlaczego? To dosyć intuicyjne. Nominalny PKB po prostu rośnie szybciej, niż nominalne wynagrodzenia. To oznacza, że na pracowników przypadnie mniejsza część tortu, jakim jest wspólne bogactwo narodowe. Jeszcze do II kwartału bieżącego roku, płace z sukcesem goniły inflację, jednak od kilku miesięcy obserwujemy stopniowe pogarszanie się pozycji pracowników w polskiej gospodarce.

Sygnał dla NBP

Jak wskazuje ekonomista A. Tooze ogólną definicję inflacji można scharakteryzować jako równomierny wzrost płac i cen. Jeżeli płace nie nadążają za wzrostem cen (inflacją), wówczas można mówić o jednostronnym redystrybucyjnym nacisku kapitału kosztem pracy, a nie ogólną inflacją. Co to oznacza, przekładając na prostszy język?

Równanie PKB w metodzie dochodowej poza  sumą dochodów państwa i amortyzacji składa się z sumy dochodów z pracy i dochodów z kapitału. Spadek płac realnych, a co za tym idzie, spadek udziału w PKB po stronie pracy (czyli płac) oznacza, że wzrosnąć musi udział po stronie innych składowych dochodu narodowego, czyli po stronie kapitału, tj. zysków czerpanych z posiadania aktywów finansowych i niefinansowych, w których posiadaniu są co do zasady osoby z górnych decyli rozkładu dochodowego – bogatsi. Na tym polega redystrybucja, o której mówi A. Tooze. Jest to redystrybucja kapitału od biedniejszych do bogatszych, co jest zjawiskiem dość powszechnym w okresach wysokiej inflacji i wzrostu stóp procentowych. Pytanie, jak ten proces zatrzymać? Przede wszystkim, należałoby rozpocząć od odstawienia na boczny tor strategii zacieśniania polityki monetarnej przez NBP. Stagnacja płac realnych i rekordowy spadek popytu na kredyt to jasny sygnał, że sfera popytowa w gospodarce coraz gorzej znosi podwyżki stóp procentowych, zaś postpandemiczne fundamenty inflacji popytowej gasną.

Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową [RAPORT OG]

Polecane artykuły

Back to top button