Komentarze I AnalizyPolska

Newsweek Polska pisze o bankructwie, przy okazji kłamiąc

W środę na swojej stronie Newsweek Polska opublikował artykuł zatytułowany „Polska właśnie bankrutuje. Kto powie wyborcom, że czeka nas bezrobocie, bieda i gwałtowne obniżenie poziomu życia?”” autorstwa Jakuba Bierzyńskiego. Co zaskakujące tekst ten, przynajmniej na Twitterze, spotkał się ze sporym uznaniem, mimo tego, że są w nim manipulacje, półprawdy, a nawet zwykłe kłamstwa. Ze względu na to, że jego autor w nim powiela wiele mitów, postanowiłem się tym tekstem zająć. Przy czym pominę rozważania Bierzyńskiego o spirali płacowo-cenowej, gdyż swego czasu tą kwestią zajął się mój redakcyjny kolega tutaj: Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową [RAPORT OG].

Redaktor Newsweek Polska pisze o antyrodzinnym programie 500+, zaprzeczając sam sobie

Artykuł zaczyna się niczym dobry thriller. Redaktor Newsweek Polska twierdzi, iż:

PiS wygrało wybory programem 500+. Genialnym w swojej prostocie i wyjątkowo szkodliwym społecznie.

Faktycznie trzeba przyznać, że wspomniany program zapewnił partii Prawo i Sprawiedliwość zwycięstwo w wyborach mających miejsce w 2019 roku, o czym szerzej pisaliśmy tutaj: PiS wygrało wybory w 2019 roku dzięki programowi 500+ [BADANIE]. Jednakże, jak wielkie szkody spowodował ten program, iż autor odważył się go określić wyjątkowo szkodliwym społecznie. 

Otóż jak wskazuje Bierzyński:

Skutki są antyrodzinne. Liczba urodzeń w Polsce spadła do historycznego minimum.

Co prawda w tym miejscu nie podaje żadnego badania, potwierdzającego jego dosyć ekstrawagancką tezę, ale linkuje do wywiadu przeprowadzonego przez Karolinę Rogaską z socjolożką i demografką dr Moniką Mynarską. Ta w nim faktycznie wypowiada się o 500+, ale w sposób zupełnie przeczący tezie autora (sic!). Jak twierdzi Monika Mynarska:

Program 500+ nie miał prawa zadziałać spektakularnie, jeśli chodzi o demografię. Doświadczenia innych krajów pokazują, że takie zastrzyki gotówki dają efekt na przestrzeni pierwszych dwóch lat, a potem wszystko wraca do normy. To zachęca tylko te pary, które i tak zastanawiały się już nad posiadaniem dziecka. I dokładnie tak to wyglądało w Polsce.

Oznacza to, że demografka, na którą powołuje się redaktor Newsweek Polska, nie tylko nie uważa, że program rodzina 500+ nie jest antyrodzinny, ale też wskazuje, że zwiększył on dzietność, choć jedynie w ciągu dwóch lat od jego wprowadzenia.

Zobacz także: Polska firma otwiera ogromną fabrykę baterii GigafactoryX

Program rodzinna 500+ od samego początku był programem socjalnym

Po nieprawdziwym stwierdzeniu, że program 500+ ma skutki antyrodzinne, autor postanawia skłamać odnośnie jego celu. Otóż twierdzi on, że: 

W obliczu klęski oficjalna propaganda unika wskazywania pierwotnego celu/ pretekstu dla 500+, nazywając go ”programem socjalnym”.

Otóż od samego początku program 500+ był program socjalnym, mającym nie tylko zwiększyć dzietność, ale również pomóc polskim rodzinom, na co jasno wskazywali politycy PiS. Choćby, jak możemy wyczytać w wywiadzie z 2015 roku, którego udzielił Stanisław Szwed, ówczesny sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dla WNP:

Projekt ma dwa cele: przede wszystkim chodzi o zwiększenie dzietności, a w drugiej kolejności o poprawę sytuacji polskich rodzin.

Do tego pod tym względem odniósł on znaczne sukcesy. Z symulacji przeprowadzonej przez Michała Brzezińskiego oraz Mateusza Najsztuba wynika, że wprowadzenie programu przyczyniło się do redukcji skrajnego ubóstwa wśród dzieci od 75 do nawet 100 proc. 

Sekcję kończy lista skarg i zażaleń

Segment o 500+ kończy lista skarg i zażaleń, że to program polityczny, co ma kupić głosy, że „zasiłki społeczne, czyli pieniądze za nic, do tej pory kojarzyły się z jałmużną i były powodem do wstydu” wcale nie przywracają nikomu godności, że wyborcy PiS w zamian za 500+ sprzedali godność, a tarcze antycovidowe, których wprowadzenie popierał nawet Sławomir Dudek, główny ekonomista fundacji FOR, to była próba ratowania legitymizacji władzy, cokolwiek to znaczy.

Redaktor Newsweek Polska straszy drugą Grecją, nie mając pojęcia o pierwszej

Po tym, jak autor wykazał się nieznajomości programu rodzinna 500+, przechodzi do udowodnienia, że nie ma bladego pojęcia o finansach publicznych. Choć zaczyna się niewinnie, gdyż od stwierdzenia, że Morawiecki wyprowadzona poza budżet znaczne kwoty. Tak ten proces ma miejsce w Polsce i faktycznie przyczynia się on do obniżania przejrzystości finansów publicznych. Jednakże zaraz po tym, redaktor Newsweek Polska pokazuje, iż nierozumie, że proces ten nie jest ani czymś niezwykłym na tle państw UE, ani nie dochodzi do ukrywania długu w stylu greckim. W tekście możemy wyczytać:

Skalę problemu niech zobrazuje fakt, że realny deficyt Polski jest większy niż Grecji w momencie kryzysu. Grecy też długo „drukowali” Unii Europejskiej i sobie samym „inną gazetkę”, karmiąc optymizm fałszywymi statystykami. Ten proceder w Polsce się powtarza. Efekt będzie ten sam.

Jednakże nie na tym polegały greckie oszustwa. Otóż w 2002 roku ten śródziemnomorski kraj, aby ukryć wielkość deficytu finansów publicznych, dokonał operacji walutowej typu swap. Amerykański bank inwestycyjny zamienił dług w dolarach i jenach na taki denominowany w euro, po bardzo zaniżonym kursie. Dzięki temu deficyt wyniósł wtedy jedynie 1,2 proc. PKB. Gdyby do tej operacji nie doszło, osiągnąłby on poziom 5,2 proc. Co warto zaznaczyć, działanie to było niejawne i urzędnicy UE przez długie lata nie mieli pojęcia, że do czegoś takiego w ogóle doszło. Z kolei z polskiego, jak i na przykład niemieckiego (więcej o tym, jak Niemcy wyprowadzają dług do celowych funduszy, pisaliśmy tutaj: Dług publiczny Niemiec: rząd uprawia kreatywną księgowość) wyprowadzania długu do funduszy UE bardzo dobrze zdają sobie sprawę. Eurostat regularnie publikuje dane, w których jest ujęte całkowite zadłużenie polskiego państwa (te statystyki przedstawiliśmy między innymi  tutaj: Polski dług publiczny – jest wysoki czy niski? Te wykresy dają odpowiedź). 

Nadchodzi bankructwo!!!

Jednakże spokojnie, najlepsze zostawiłem na koniec. Otóż jak możemy wyczytać:

Źródła finansowania polityki rozdawnictwa gwałtownie się kończą. Polskie państwo jest praktycznie bankrutem. Coraz mniej chętnych do pożyczania pieniędzy. Coraz wyższe prawdopodobieństwo krachu. Coraz wyższe koszty.

To niesamowite, że na łamach jednego z największych, liberalnych tygodników w Polsce, można wypisywać takie niczym niepoparte tezy. Autor pisze, że źródła finansowania się kończą, ale nie tłumaczy, dlaczego tak sądzi. Pisze, że państwo polskie jest praktycznie bankrutem, mimo tego, że agencje ratingowe zdające sobie sprawę z procederu przerzucania długu do funduszów celowych od wielu lat utrzymują rating polski na relatywnie wysokim i stabilnym poziomie. Co więcej, uważa, że jest coraz mniej chętnych do pożyczania rządowi! Jest to o tyle interesujące, że w czerwcu sprzedaż obligacji oszczędnościowych wyniosła aż 14,07 mld złotych. Co warto zaznaczyć, wartość ta jest ponad 2,5 razy wyższa niż w kwietniu 2020 roku, kiedy to ustanowiono nowy rekord sprzedaży obligacji. 

Do tego samo straszeniem krachem jest wysoce niepoważne. Niezależnie od tego, czy sięgniemy do prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy agencji ratingowych, dojdziemy do tego samego wniosku – polski dług publiczny, bez uwzględnienia dodatkowych funduszy, w najbliższych latach w relacji do PKB będzie spadać, a nie rosnąć. Jak możemy wyczytać choćby w kwietniowym komunikacie agencji Moody’s Investors Service:

W świetle działań rządu zapowiedzianych przed wybuchem konfliktu, takich jak kompleksowe zmiany w systemie podatkowym w ramach „Polskiego Ładu”, oraz przy założeniu dodatkowego wzrostu wydatków w krótkim i długim okresie, takich jak wydatki na uchodźców z Ukrainy i wyższe nakłady na obronność, agencja Moody’s spodziewa się stabilnej relacji długu do PKB na poziomie średnio 55 proc. w latach 2022 i 2023, a następnie stopniowego spadku, ale utrzymania się powyżej 50 proc. co najmniej do 2025 roku.

Słyszeliście kiedyś o rolowaniu długu? Redaktor Newsweek Polska najwidoczniej nie

Słyszeliście kiedyś o rolowaniu długu? W skrócie to stosowana metoda, która polega na tym, że przedsiębiorstwo bądź państwo spłaca dług, zaciągając nowy pożyczki. Co warto zaznaczyć, korzystają z niej podmioty z całego świata. Jednakże, mimo jej popularności, redaktor Newsweek Polska najwidoczniej nigdy o rolowaniu długu nie słyszał. W swoim tekście pisze, iż:

Odsetki od tego gigantycznego długu to 70 mld zł w 2023 r. Spłacane będą z… kolejnych pożyczek. Tak dług nakręca nowe długi.

Te trzy zdania, w mojej opinii, zdają się najlepiej podsumowywać cały wątek związany z długiem. Jakub Bierzyński, który straszy bankructwem, radzi, jak poradzić sobie z kryzysem w Polsce, jak zmniejszyć inflację nie zdaje sobie nawet sprawy, że rolowanie długu jest czymś absolutnie rutynowym na całym świecie od dekad! 

Podsumowanie

Podsumowując, jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem tego, że jeden z największych liberalnych tygodników w Polsce, wypuścił tak niemerytoryczny, tak pełny półprawd, kłamstw i manipulacji artykuł, a mnóstwo ludzi na platformach społecznościowych zgodziło się z wysnutymi z palca tezami autora. 

Polska ma najmniej lekarzy w UE. To główna przyczyna kolejek

Polecane artykuły

Back to top button