Bezpieczeństwo EkonomiczneFinansePolska

Polacy robią wszystko by być klasą średnią, ale jest to coraz trudniejsze

Wojny, powrotu lockdownu czy szalejących cen? Czego najbardziej obawiają się Polacy w tym czasie? Otóż okazuje się, że żadna z tych rzeczy nie spędza nam snu z powiek tak bardzo jak obawa przed tym, że finansowo będzie nas stać na mniej niż jeszcze rok temu. Taką obawę, w badaniu IBRIS zaprezentowanym podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu, wskazało aż 93,1 procent respondentów! Taki wynik to ogromne zagrożenie dla rządu i notowań partii rządzącej.

Od 2016 roku i przejęcia władzy przez PiS, władza rozpieściła Polaków, dając im to, na co przez lata rządzący nie mieli pieniędzy. To przecież nie tylko 500 złotych na każde dziecko czy słynne już 13-te i 14-te emerytury, ale także 300 zł na wyprawkę szkolną dla każdego ucznia, bon turystyczny na każde dziecko czy zmiana metody waloryzacji rent i emerytur na korzyść najsłabiej uposażonych seniorów. To wszystko działało do czasu, gdy inflacja zaczęła doskwierać Polakom. Dzisiaj sięga już ponad 15 procent.

Polacy i klasa średnia. Czyli o aspiracjach rodaków

W tym kontekście mniej dziwią dane z badania IBRIS. W pytaniu dotyczącym głównych problemów i lęków Polaków niemal 54 procent obawia się, że wojna w Ukrainie może dotrzeć do Polski, blisko 70 proc. obawia się powrotu pandemii Covid-19, a zaledwie 13,5 proc. boi się utraty pracy. Szczególnie w kontekście tego ostatniego wyniku, wspomniane już obawy aż 93,1 proc., że będzie ich stać na mniej, brzmią dobitniej: to obawa o to, że przez inflację czy zapowiadane podwyżki cen energii będziemy musieli zacząć rezygnować z jakichś wydatków. I nie chodzi o to, że nie będziemy mieli co włożyć do garnka. Gdy IBRIS zapytał, do jakiej klasy społecznej zaliczyliby się ankietowani, do klasy średniej zaliczyło się ponad 88 proc. Polaków (do średniej wyższej – 9,8%, do średniej 52,7%, a do średniej niższej 25,8%).

Polki i Polacy są dzisiaj skoncentrowani przede wszystkim na swoim statusie społecznym i majątkowym, a dokładnie na jego utrzymaniu przynajmniej na dotychczasowym poziomie. Problemy takie, jak wojna w Ukrainie, czy powrót pandemii wydają się nie tylko odległe, ale także mniej dotkliwe niż skutki rosnących cen i obawy, że wzrost wynagrodzeń za tym nie nadąży. Wynika to z tego, że badani uznają awans społeczny i materialny ostatnich 8 lat za realnie zagrożony w perspektywie najdalej najbliższych miesięcy – komentuje Marcin Duma, CEO IBRIS.

Za spadek poziomu życia Polacy w pierwszej kolejności obwinią rząd

Obóz Zjednoczonej Prawicy stara się jakoś tej sytuacji zaradzić  poprzez dodatki energetyczne czy zapowiedź 15-tej emerytury. To jednak tylko próby łatania dziury, której rozmiarów jeszcze nie znamy. Nie wiadomo więc, czy ta łatka wystarczy. Wygląda na to, że nie, bo już dzisiaj Polacy coraz częściej posiłkują się w utrzymaniu swojego statusu pożyczkami pozabankowymi. Przed laty był to instrument, który kojarzył nam się z byciem w przymusowej sytuacji życiowej. Dzisiaj jednak gros klientów firm pożyczkowych to owa klasa średnia, która walczy nie o życie, a utrzymanie swojego statusu materialnego. A gdy zostanie im odebrana ta możliwość, winą za to obciążą rząd.

A nie mówimy o sytuacji jedynie hipotetycznej. Nieoczekiwanie w agendzie najbliższego posiedzenia Sejmu znalazł się rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw celem przeciwdziałania lichwie. To niespodzianka, bo projekt od miesięcy był w sejmowej zamrażarce. Powód? Jak wynika z naszych rozmów z ludźmi obozu władzy, to projekt groźny dla konsumentów. Istniejące analizy pokazują, że obcięcie limitu pozaodsetkowych kosztów kredytów konsumenckich z obecnych 55 do zaledwie 20 procent, spowoduje wykluczenie z rynku większości obecnych klientów. Po prostu nie dostaną oferty od żadnej z legalnych firm i po pieniądze – znacznie droższe – będą zmuszeni pójść do szemranych firm reklamujących się jako „bez BIK”.

Zobacz także: Popyt na kredyty mieszkaniowe spadł o 72,9%! To rekord wszech czasów

Właśnie z informacji BIK, czyli Biura Informacji Kredytowej zaprezentowanych na forum w Karpaczu wynika, że banki wycofują się z rynku kredytów konsumenckich, a ich miejsce zajmują instytucje pożyczkowe. Przez pierwsze siedem miesięcy bieżącego roku wartość nowych pożyczek w tym sektorze wzrosła o 41%!

Jest to jedyny segment finansowania gospodarstw domowych, który jest w trakcie hossy. To jest wynik profesjonalizmu firm pożyczkowych. Zarówno w kontekście szacowania ryzyka, współpracy z BIK, jak i podejścia do klienta – komentował w Karpaczu sytuację na rynku pożyczek pozabankowych prof. Waldemar Rogowski, ekonomista BIK.

Podkreślał, jak dobra jest jakość tego rosnącego portfela i jak niewielki jest problem niespłacanych pożyczek. To efekt tego, co podkreślała w tym samym panelu Ewa Wernerowicz, prezes Soonly (to nowy właściciel marki Vivus, która w skomplikowanej transakcji dla uniknięcia sankcji, została przejęta od grupy 4Finance) – największy wzrost jest w produktach średnio i długoterminowych, które są bezpieczniejsze dla klienta z racji niskiej i stałej raty. Tym bardziej dziwi, że Sejm zamierza procedować ustawę, która właśnie te produkty niemal wycina z rynku jako nieopłacalne. Jest to zresztą obawa, która ma swoje podstawy w niedawnej przeszłości. Gdy na czas pandemii Covid-19 rząd zaproponował czasowe obcięcie limitu z ustawowych 55 do 21 procent, najmocniej w kość dostały firmy oferujące takie właśnie produkty i zyski zanotowały jedynie te oferujące chwilówki. Sprawę zmian legislacyjnych skomentował dla nas Zbyszko Pawlak, CEO Everest Finanse S.A.

Jest to moment niedobry na takie działania ze względu na sytuację rynkową. Sama skala obniżenia kosztów nie ma związku z kosztami pieniądza i realiami rynkowymi. Proponowane zmiany nie pozwalają na zaproponowaniu na rynku produktu bezpiecznego dla jednej i drugiej strony. Takie zmiany mieliśmy w czasie covid i rynek zmniejszył się o 40%. Właśnie w wyniku zaproponowanych zmian w kosztach pozaodsetkowych. To nie jest dobry czas na takie zmiany w takiej sytuacji. Pogłębi to wykluczenie finansowe i zmniejszy dostęp do bezpiecznych produktów pozabankowych, gdyż proponowane zmiany uderzają w bezpieczniejsze produkty średnio- i długoterminowe, a poprawiają pozycję tzw. chwilówek.

Z przytoczonych argumentów wynika, że Polacy bardzo mocno martwią się o swój status materialny, w którego utrzymaniu pomagają im pożyczki pozabankowe, które są znacznie łatwiej dostępne, aniżeli produkty bankowe, na które popyt praktycznie zamarł. Ewentualne zmiany na rynku pożyczkowym jeszcze mocniej uderzą w polską klasę średnią, która jest głównym klientem rynku pożyczkowego. Mając na uwadze te dane, może się okazać, że coraz mniejszy dostęp do pieniądza i drożejące dobra i usługi przyczynią się do pauperyzacji społeczeństwa i to może być realne zagrożenie dla obecnego rządu.

Koniec wakacji! RPP podwyższa stopy procentowe o 25 punktów bazowych

Polecane artykuły

Back to top button