Azja i Oceania

Nowa Zelandia chce opodatkować emisje zwierząt gospodarskich. Rolnicy wyszli na ulice

W Nowej Zelandii rolnicy wyszli na ulice, sprzeciwiając się planom rządowym dotyczącym wprowadzenia nowego podatku. Podatek od emisji zwierząt gospodarskich ma być sposobem na walkę ze zmianami klimatycznymi. 

Podatek od emisji zwierząt gospodarskich ma ograniczyć ilość gazów cieplarnianych 

Nowozelandzcy rolnicy zorganizowali protest jako formę sprzeciwu wobec planów nałożenia podatku od zwierząt hodowlanych. Rolnicy gromadzili się na ulicach w miastach całego kraju. Protestujący nie zgadzają się z decyzją władz Nowej Zelandii, która ma stać się pierwszym krajem na świecie, który wprowadził podatek od emisji zwierząt.

W swoich postulatach rolnicy domagają się, aby centrolewicowy rząd wycofał się ze swoich planów. To odpowiedź na plany premier Jacindy Ardern. W zeszłym tygodniu ogłosiła, że podatek obejmie gazy rolnicze i biogenny metan, który pochodzi głównie od sześciu milionów krów i 26 milionów owiec hodowanych w Nowej Zelandii. Według premier podatek przyczyni się do znacznego spowolnienia globalnego ocieplenia w skali kraju. Według jej słów ma on być również dobrym rozwiązaniem dla samych rolników, którzy będą mogli uzyskać wyższą cenę za „mięso przyjazne dla klimatu”. Rząd oszacował, że opłata zmniejszy emisje zwierząt hodowlanych o 20%. Zwierzęta produkują metan i podtlenek azotu jako produkt uboczny przeżuwania trawy i paszy.

Zobacz także: Wielki powrót uranu. Fuzja australijskich gigantów wydobywczych ma pozwolić na zwiększenie wydobycia

„Burp tax” ma być naliczany od 2025 roku. Premier powiedziała, że wszystkie zebrane środki zostaną przekazane na finansowanie nowych technologii, badań i płatności motywacyjnych dla rolników. W ten sposób podatek ma niejako „wrócić” do gospodarstw. Dodała także, że redukując emisje w rolnictwie, Nowa Zelandia zacznie wyznaczać nowe trendy w skali globalnej. Oczekuje się, że śladem podążą również inne państwa. W Nowej Zelandii dłuższej perspektywie, a więc do 2030 roku emisje metanu mają zostać zmniejszone o 10%, natomiast do 2050 roku nawet o 47%.

Opłata ma wesprzeć zobowiązanie kraju do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych i osiągnięcia neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla do 2050 roku. Szacuje się, że sektor rolnictwa odpowiada niemal za 50% emisji gazów cieplarnianych w Nowej Zelandii. W państwie mieszka ok. 5 milionów ludzi oraz ok. 10 mln sztuk bydła mięsnego i mlecznego oraz 26 mln owiec. Jednak według ekspertów „największym trucicielem” w kraju jest branża mleczarska, a nie hodowle bydła mięsnego.

Zobacz także: Qatar Airways i Virgin Australia ogłosiły strategiczne partnerstwo

Rolnicy stanowczo sprzeciwiają się nowym planom

Według rolników pomysł jest absurdem. Tysiące osób dołącza do czwartkowego protestu o nazwie „Nie weźmiemy tego”. Przedstawiciele lokalnych rolników nazywają pomysły rządu bezpośrednim uderzeniem w społeczność wiejską, gdzie gospodarstwa są głównym źródłem utrzymania wielu rodzin. Ponadto podkreślają, że w wyniku wyższych cen udział na rynku zyskają zagraniczni dostawcy, których podatek nie będzie obowiązywał. Według ich obaw sprawi to, że prowadzenie gospodarstw przestanie być opłacalne.

Tysiące rolników zebrało się w czwartek, wymachując tabliczkami, mówiącymi, że polityka „śmierdzi” i ostrzegającymi, że podatek zwiększy koszty żywności, jednocześnie narażając ich źródła utrzymania. Grupa lobbystyczna Groundswell New Zealand pomogła w zorganizowaniu ponad 50 protestów w miastach w całym kraju.

Metan stanowi silniejszy czynnik ocieplający niż dwutlenek węgla. Jest go jednak mniej i nie utrzymuje się tak długo w atmosferze, jak CO2. Według naukowców metan odpowiada za 30% globalnego wzrostu temperatur. W międzyczasie przeprowadzono kontrprotest aktywistów, którzy domagali się, aby sektor rolnictwa wniósł swój wkład w przeciwdziałanie zmianom klimatycznym.

Według organizacji wspierających nowozelandzkich rolników i hodowców nowy podatek sprawi, że z rynku znikną średniej wielkości gospodarstwa, które stanowią trzon gospodarki. Sektor rolniczy obecnie zmaga się z destrukcyjnym wpływem powodzi oraz intensywnych burz i susz, które nawiedziły Nową Zelandię tylko w tym roku. Prezydent Federacji Rolników Andrew Hoggard mówi, że rolnicy od ponad dwóch lat próbują współpracować z rządem nad planem redukcji emisji, który nie zmniejszyłby produkcji żywności. Zdaniem rolników miesiące rozmów i próby dojścia do porozumienia spełzły na niczym, a rząd realizuje swoją wizję bez odpowiedniego zabezpieczenia gospodarstw.

Australia zamyka największą elektrownię węglową 7 lat przed planowanym terminem!

Polecane artykuły

Back to top button