GospodarkaPolska

Business Insider manipuluje czytelnikami i nie wie co to inflacja

Na łamach portalu Business Insider ukazał się tekst zatytułowany: „Inflacja nie mówi wszystkiego. Ceny w sklepach wzrosły w kwietniu aż o 22 proc. [ANALIZA]”. W nim znajduje się mnóstwo manipulacji. Jednakże moim zdaniem, znacznie gorsze jest to, że jego autor pośrednio sugeruje jakoby inflacja, wyliczana przez GUS, była zupełnie czymś innym od wzrostu cen, który odczuwają polscy konsumenci, zmniejszając tym samym społeczne zaufanie do publicznych statystyk. 

Jak GUS oblicza inflację CPI?

Jednakże, zanim przeanalizuję dokładniej ten tekst, muszę poświęcić chwilę temu jak Główny Urząd Statystyczny oblicza inflację CPI. W największym skrócie na samym początku GUS rozsyła ankieterów, których celem jest ustalenie, jakie dobra kupują gospodarstwa domowe oraz, co nawet ważniejsze, jaką część swoich dochodów poświęcają oni, na zakup danych towarów i usług. Następnie pracownicy z tego urzędu wykorzystują tę wiedzę, aby stworzyć koszyk inflacyjny przeciętnego gospodarstwa domowego. Jego tworzenie polega na tym, iż 12 grupom towarów przypisuje się odpowiednie wagi, które obrazują, jak dużą część dochodu statystyczne gospodarstwo domowe przeznacza na zakup usług i dóbr z danej kategorii. 

Po przeprowadzeniu tych wszystkich działań GUS mierzy, jak zmieniają się ceny konsumpcyjne towarów i usług miesiąc do miesiąca. Co warto zaznaczyć, w 2019 roku urząd ten gromadził dane aż o 230 tys. cen towarów i usług oraz o ich zmianach. Po tym, jak już GUS ustali jak średnio wzrosły ceny dóbr w danych kategoriach, przemnaża on ten wzrost przez daną wagę z koszyka inflacyjnego. Następnie sumuje on te wartości i otrzymuję on wskaźnik inflacji CPI. 

Zobacz także: Paragonowa paranoja trwa w najlepsze. Manipulacja społeczeństwem również

Aby lepiej uzmysłowić, jak GUS oblicza inflację, posłużę się przykładem. Załóżmy, że z ankiety przeprowadzonej przez GUS wynika, że 40 proc. dochodu statystyczne gospodarstwo domowe przeznacza na zakup żywności, 50 proc. na kupno biletów do komunikacji miejskiej, a pozostałe 10 proc. na bilety do kina. Do tego załóżmy, że w ciągu roku żywność podrożała średnio o 15 proc., bilety do komunikacji miejskiej o 10 proc., a bilety do kina o 5 proc. Mając te wszystkie dane, jesteśmy już w stanie wyliczyć, ile wyniosła roczna inflacja CPI. Wystarczy, że przemnożymy udziały przez wzrost cen, a następnie je zsumujemy w następujący sposób: 40%*15%+50%*10%+10%*5%. Po zrobieniu tego okazuję się, że w naszym przykładzie roczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych (inflacja CPI) wyniósł 11,5 proc. 

Business Insider nie rozumie czym różni się inflacja CPI od wzrostu cen w sklepach

Wiedząc już te wszystkie rzeczy, łatwo zauważyć, jakich manipulacji dopuścił się Business Insider. Co interesujące, pierwsza pojawia się już w tytule, którzy brzmi „Inflacja nie mówi wszystkiego. Ceny w sklepach wzrosły w kwietniu aż o 22 proc. [ANALIZA]”. No właśnie problemem jest taki, że inflacja CPI mówi znacznie więcej! Otóż ceny żywności, sprzętu AGD itd. jak najbardziej są uwzględnianie we wskaźniku GUS-u. Jednakże ten uwzględnia jeszcze towary i usługi, których nie kupuje się w sklepach takich jak choćby bilety do komunikacji miejskiej czy podróże turystyczne, na które również gospodarstwa domowe przeznaczają swoje środki. 

Następnie w tekście możemy wyczytać, iż w kwietniu 2022 r. w sklepach było drożej o 21,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. Po czym Business Insider przytacza następująca opinię Tomasza Kopyściańskiego z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu:

Realny wzrost cen, jego dynamika i odczuwalność dla konsumentów znacznie przewyższają oficjalne odczyty inflacji.

Jednakże po raz kolejny jest zupełnie na odwrót! Z tego, co udało mi się ustalić, UCE Research, Hiper-Com Poland i Wyższe Szkoły Bankowe, które opublikowały raport odnośnie zmian cen detalicznych, na które powołuje się Business Insider, zajmuję się analizowaniem jedynie zmian cen i nie obliczają żadnego koszyka inflacyjnego! Oznacza to, że ten ogromny wzrost cen w sklepach o 21,8 proc. tak naprawdę nie mówi nam nic o tym, z jaką inflacją zmagają się Polacy. 

Zobacz także: Konfederacja manipuluje danymi i stara się okłamać opinię publiczną

Wyobraźmy sobie, że w sklepach sprzedaje się jedynie cebule i pomidory. Cena tego pierwszego warzywa za kilogram poszła do góry w ciągu roku o 100 proc., a tego drugiego o jedynie 5 proc. Obliczając wskaźnik tak, jak zrobili to analitycy ze wspomnianych organizacji, doszlibyśmy do wniosku, że „realny” wzrost cen w naszym kraju wyniósł 55 proc. Jednakże, jeśli na przykład konsumenci przeznaczają 90 proc. swoich dochodów na zakup pomidorów, a jedynie pozostałe 10 proc. na zakup cebuli, nie odczują oni wzrostu cen na poziomie 55 proc. Raczej odczują oni wzrost cen na poziomie 14,5 proc., który obliczyłem, posługując się metodą GUS-u. 

Kilka banałów

Dalej pojawia się następujące sformułowanie:

Kopyściański dodał, że dotychczas podejmowane działania antyinflacyjne nie przyniosły pozytywnych rezultatów. Złagodziły nieco skutki, ale nie usunęły przyczyn inflacji — ocenił ekonomista.

No trudno się nie zgodzić. Faktycznie tarcza antyinflacyjna nie zwiększyła podaży surowców na światowych rynkach ani nie przekonała Chin, aby zaprzestały prowadzić politykę zero-covid, która prowadzi do powstania zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Jest to do prawdy zadziwiające. 

Zobacz także: WP: Łukasz Mejza chce pozwać rodziców nieuleczalnie chorych dzieci

Jednakże na tym nie kończą się odkrywcze stwierdzenia, jakie możemy wyczytać na portalu Business Insider. Po tej opinii możemy wyczytać, iż:

Ekspertka z zakresu finansów i ekonomii Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku Anna Semmerling zwróciła z kolei uwagę, że inflacja jest liczona jako koszyk inflacyjny, w którego skład wchodzą różne poziomy wzrostów poszczególnych produktów.

No tak, tak właśnie GUS liczy inflację CPI, można o tym poczytać choćby na stronie GUS-u albo na Wikipedii. Jednakże, co z tego wynika? Nie wiem i szczerze sądzę, że Business Insider również nie wie, bo po poinformowaniu czytelnika o metodologii przechodzi od razu do tego, że model tarczy antyinflacyjnej nie przynosi oczekiwanych rezultatów.

Całkowitą winę ponosi portal Business Insider

Na końcu tego tekstu chciałbym zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie winię za powstanie tego artykułu autorów analizy, którym wyszło, że ceny w sklepach wzrosły o ponad 20 proc. Każdy ma prawo zrobić sobie taki wskaźnik, jaki mu się żywnie podoba. Winą za tę sytuację obarczam całkowicie portal Business Insider. To jego redaktorzy nie poinformowali, czym się różni analizowany wskaźnik od inflacji CPI obliczanej przez GUS, sugerując przy tym, jakoby oficjalne statystyki nie oddawały tego, jak bardzo uciążliwy dla rodaków jest wzrost cen. Jest to działanie antyspołeczne i ogłupiające będące zupełną przeciwnością misji naszego portalu, która od lat jest niezmienna – budować otwarte społeczeństwo obywatelskie.

Program podatkowy Lewicy jest kuriozalny. Do tego są w nim manipulacje

Polecane artykuły

Back to top button