GospodarkaPolska

Polska w strefie euro? Lepiej mieć niezależne NBP

Polska jako kraj członkowski UE jest prawnie zobowiązana do przyjęcia euro. Oznacza to m.in. brak autonomii banku centralnego. Innymi słowy, polityką pieniężną nie zarządzałby NBP, tylko Europejski Bank Centralny (EBC). Hipotetycznie zakładając, że Polska w strefie euro obecnie się znajduje, mielibyśmy spore problemy. 

Polska w strefie euro? Casus Litwy, Irlandii, Słowacji i Hiszpanii

W 2020 roku większość krajów strefy euro miała niską inflację bądź zmagała się z deflacją. W poprzednim roku zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) w strefie euro wyniósł 0,3 proc. Natomiast w obecnym roku wysoka inflacja wynikająca z czynników zewnętrznych oraz wewnętrznych stała się czymś powszechnym. O ile na czynniki zewnętrzne tj. ceny surowców czy załamane łańcuchy dostaw bank centralny wpływ ma niewielki, tak na czynniki wewnętrzne, czyli m.in. zwiększony popyt konsumpcyjny w wyniku wzmożonej aktywności gospodarczej polityka monetarna może skutecznie oddziaływać.

Tutaj pojawia się kluczowe zagadnienie. Na Litwie inflacja wynosi 9,2 proc., w Irlandii 5,3 proc., Słowacji 5,6 proc. a Hiszpanii 5,5 proc. Są to kraje strefy euro, w których polityka monetarna oparta jest o decyzje EBC. EBC natomiast utrzymuje stopy procentowe na poziomie zerowym. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że tak będzie również w następnym roku. Gdyby wyżej wymienione państwa miały niezależność w polityce pieniężnej, to z pewnością ograniczałyby luzowanie ilościowe poprzez wzrost stóp proc. Tak jednak muszą być solidarne względem decyzji EBC. Dla Litwy oznacza to akceptowanie bardzo wysokiej inflacji. Zwalczać ją może jedynie zaciskanie pasa w formie zaostrzenia polityki fiskalnej, która posiada jednak ograniczone narzędzia.

Polska w strefie euro? Lepiej być niezależnym. Dobrym przykładem jest Litwa.

Inflacja na Litwie (%)

Zobacz także: Podwyżki stóp procentowych będą Polaków kosztować ok. 21 mld złotych

Czy Polska wejdzie do strefy euro? Warto być niezależnym

Casusy Litwy oraz Słowacji, które podobnie jak Polska należą do państw Europy Środkowo-Wschodniej wskazują, że warto mieć niezależną politykę monetarną. Pozwala to reagować na podwyższoną inflację poprzez wzrost stóp procentowych. Litwa i Słowacja mogą pozazdrościć tej niezależności innym krajom naszego regionu. Czechy w obecnym roku stopy proc. podwyższali już pięć razy. Natomiast Węgrzy aż siedem razy, a Polska trzy razy. Działania te pozwalają oczekiwać niższej inflacji w 2022 roku. Niezależny Narodowy Bank Polski może dostosowywać politykę pieniężną do aktualnej sytuacji gospodarczej w kraju, a w przypadku kryzysu odpowiednio reagować. Kluczową rolę owej niezależności podkreśla dyrektor PIE Piotr Arak:

Co moglibyśmy zrobić w sytuacji takiej jak Litwa dziś, by ograniczyć inflację? Praktycznie nic poza środkami ograniczającymi skutki inflacji lub wprowadzając zacieśnienie fiskalne. Obecna podwyższona inflacja jest sytuacją, w której część Europejczyków może żałować, że nie ma własnego banku centralnego, bo lepszy bank własny, a nie cudzy. Wiele głosów krytycznych wobec RPP w ostatnich miesiącach mówiło, że reakcja na inflację była opóźniona, ale głosy te byłyby tylko wołaniem na puszczy, gdybyśmy musieli czekać na reakcję EBC

Zobacz także: BBC: Strefa Euro ponownie w recesji, choć pandemia nie ustępuje

Polskie społeczeństwo nie chce euro

Polska jako członek Unii Europejskiej jest prawnie zobowiązania do przyjęcia euro. Wiąże się to z korzyściami m.in. stabilizacja kursu walutowego czy zmniejszony koszt obsługi długu. Natomiast, aby wejść w szeregi krajów wspólnotowych, należy spełnić określone kryteria zapisane w traktacie z Maastricht: długotrwała stabilność cen, kursu walutowego oraz stóp procentowych i zrównoważone finanse publiczne. W roku 2020 Polska spełniała dwa kryteria spośród wyżej wymienionych: kryterium dotyczące stóp procentowych oraz finansów publicznych.

Natomiast Ekonomista Piotr Arak podkreśla, że w ostatnich latach w naszym kraju brakuje merytorycznej dyskusji na temat przyjęcia euro. Co ciekawe polskie społeczeństwo w wyniku wydarzeń związanych z kryzysem finansowym (kraje strefy euro ucierpiały najbardziej), casusem Grecji oraz dostrzegając problemy Litwy czy Słowacji jest coraz mniej skore do przyjęcia wspólnej waluty. Raport firmy Grant Thornton wskazuje, że obecnie tylko 38 proc. małych i średnich firm opowiada się za wejściem do strefy euro. Z kolei jeszcze w 2010 roku takie firmy stanowiły aż 85 procent. Brak debaty publicznej, niechętne społeczeństwo oraz niespełnione kryteria konwergencji sprawiają, że zapewne jeszcze długo przyjdzie nam się cieszyć niezależnością.

Zobacz także: Strefa euro wychodzi z recesji po wzroście gospodarki o 2%

Polecane artykuły

Back to top button