Polska

Spirala płacowo-cenowa wygasa? A może nigdy nie napędzała inflacji?

Spirala płacowo-cenowa nie nakręca się — wynika z danych GUS i prognoz ekonomistów. Realne wynagrodzenia Polaków spadają, a ekonomiści zaczynają zauważać, że wzrost pensji już nie przyspiesza. Czy w ogóle mieliśmy w Polsce do czynienia ze spiralą płacowo-cenową?

Gdy inflacja zaczynała wymykać się spod kontroli, szereg ekonomistów i publicystów zaczął szukać winnych tego stanu rzeczy. W mainstreamie wyróżnić można było dwie główne grupy. Pierwsza przekonywała, że mamy do czynienia ze spiralą marżowo-cenową. Zdaniem tej części, to wysokie zyski firm są jedną z przyczyn napędzających wzrost cen w Polsce.

Teza o spirali marżowo-cenowej była pewnym przeciwieństwem tego, co postulowali ekonomiści z drugiej, znacznie liczniejszej grupy. Uważali oni, że w Polsce nakręca się spirala płacowo-cenowa. To właśnie dynamiczny wzrost wynagrodzeń pracowników miał być jedną z przyczyn, które sprawiły, że inflacja w Polsce się rozpędzała.

Zobacz też: PIE: Największe ryzyko gospodarcze dla Polski to spirala cenowo-płacowa

Spór przyjął polityczny wydźwięk. Zwolennikami pierwszej opcji byli często bardziej lewicowi ekonomiści i publicyści. Części z nich pozwoliło to w pewien sposób zrzucić winę za wzrost cen na duże firmy. Druga strona była zdominowana przez liberałów. Wskazywali oni, że to m.in. duży wzrost płacy minimalnej sprawił, że pensje w Polsce rosną zbyt szybko. Należy oczywiście zaznaczyć, że w obu obozach znalazło się wielu ekonomistów, którzy popierali obie tezy, nie z uwagi na politykę, ale ich zdaniem bardziej przekonujące argumenty, które stały za daną teorią.

Spirala płacowo-cenowa pojawiła się w dyskursie w zeszłym roku. O spirali ostrzegali ekonomiści ING już pod koniec 2021 roku.

Dane o zatrudnieniu bez zaskoczeń +0,5% r/r, płace +8,4% r/r nieco słabiej. Chwilowe zagrożenie to wysoka fala pandemii w Eurolandzie i Polsce, to efekt przejściowy, bo historycznie wysoki odsetek firm planuje zatrudnienie, wiele podwyżki, spirala płacowo-cenowa ujawni się w 2022 – twierdzili ekonomiści banku ING już w listopadzie 2021 roku.

Część ekonomistów pisała o tym już wcześniej. Jednym z nim jest Sławomir Dudek. Ekonomista związany jest z liberalnym think tankiem – Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ostrzegał on o spirali płacowo-cenowej wielokrotnie. W kwietniu 2021 roku skomentował historyczne dane dotyczące wynagrodzeń w Polsce, twierdząc, że za bardzo szybki wzrost odpowiada właśnie nakręcająca się spirala płacowo-cenowa.

Niepokojące jest również to, że uruchomiła się taka spirala płacowo-cenowa. Proszę przyjrzeć się temu, co się stało z wynagrodzeniami w ostatnim miesiącu. Dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw była prawie dwucyfrowa, wyniosła niemal 10 procent. To może uruchomić spiralę oczekiwań inflacyjnych: pracownicy będą oczekiwali coraz wyższych płac — wyliczał Sławomir Dudek w czerwcu 2021 roku.

Gdy GUS podał informacje o tym, że w kwietniu 2022 roku wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły o 14,1%, ekonomista stwierdził, że spirala płacowo-cenowa nadal przyspiesza. O spirali pisała także autorka portalu ciekaweliczby.pl, Alicja Defratyka.

Oprócz rozkręcającej się spirali płacowo-cenowej mamy w Polsce do czynienia z nakręcającą się już od dawna spiralą populizmu — stwierdziła w maju br.

Co jednak należy zauważyć, podobne poglądy miało bardzo wielu ekonomistów. O występowaniu spirali wspominali np. ekonomiści banku Pekao. Informację o rozkręcającej się spirali płacowo-cenowej możemy przeczytać już w komentarzu do styczniowych danych.

Tymczasem płace wzrosły w styczniu „jedynie” o 9,5% r/r. Wygląda na to, że grudniowy wystrzał dynamiki wynagrodzeń był w pewnym stopniu zaburzony czynnikami jednorazowymi. Spirala płacowo-cenowa rozkręca się powoli. Realna dynamika płac w styczniu ledwo co powyżej zera – skomentowali.

Gdy w kwietniu płace rosły w tempie 14% r/r, ekonomiści tego banku wyrazili zaniepokojenie rozkręcaniem się spirali płacowo-cenowej. Stwierdzić mieli, że co prawda wysokie pensje rekompensują wzrost cen dla konsumentów, ale nie wróżą dobrze dla perspektyw spadku inflacji w kraju.

Z kolei analityk Mikołaj Raczyński stwierdził w kwietniu, że spirala płacowo-cenowa jest bardzo silna. Nieco ostrożniejszą opinię wyrażał za to główny ekonomista Pulsu Biznesu, Ignacy Morawski. Jak zauważył, wydajność pracy wzrosła w pierwszym kwartale o 6,9%, a płace w gospodarce narodowej o 9,8%. Jednostkowe koszty pracy wzrosły o ok. 2,7%, czyli tyle ile wynosi cel inflacyjny. Zaprzeczałoby to tezie, że pensje rosną w Polsce zdecydowanie zbyt szybko.

Dane te skomentował także Jan Zygmuntowski. Ekonomista jest jednym z najbardziej znanych zwolenników tezy o spirali marżowo-płacowej.

Dobrze byłoby usłyszeć prosto od Pana i innych osób o kluczowym głosie, że nie ma spirali płacowo-cenowej, a pracownicy śmiało powinni sięgać po podwyżki. Presja idzie ze strony „pustyni realnego” (surowce, energia, dostawy) i marż/zysków firm – skomentował.

Dużo ciekawych opinii można było wyczytać także w artykule Rz „Spirala płacowo-cenowa zaczęła się już nakręcać”. Pytany o swoją opinię, ekonomista Banku Pekao Karol Pogorzelski, stwierdził, że analiza sytuacji w sektorze przedsiębiorstw oraz w usługach (gdzie zarobki rosły szybciej niż w przemyśle), pozwala stwierdzić, że mamy w Polsce spiralę płacowo-cenową. Jednym z dowodów ma być nominalna dynamika płac na poziomie 15%. To dwa razy więcej niż długookresowa średnia. Zdaniem eksperta, trudno uwierzyć, że wydajność wzrosła tak mocno.

Zobacz też: CEPR: Wzrost wynagrodzeń w USA nie odpowiada za rosnącą inflację

Z kolei Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, choć również zauważa, że tempo wzrostu płac przewyższa tempo wzrostu wydajności, to dodaje on, że jednostkowe koszty pracy wzrosły w I kwartale o 2,5-2,7%. To oznacza, że wzrost jest zgodny z celem inflacyjnym NBP i nie jest niczym odbiegającym od normy. Nie uważa więc, że w gospodarce działo się coś dramatycznie złego.

Poza tym realny wzrost płac wyraźnie hamuje, co oznacza, że nie ma dużych szans, by spirala płacowo-cenowa miałaby się rozkręcić w niebezpiecznej skali – dodaje Bujak.

Sam Pogorzelski również oceniał, że ryzyko wymknięcia się sytuacji spod kontroli, nie jest duże. Mniejszym optymistą był Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Stwierdził on, że mamy w Polsce już od jakiegoś czasu dosyć silną spiralę płacowo-cenową. Ma być ona bardziej widoczna w kolejnych kwartałach, gdy dynamika PKB zacznie hamować.

Zobacz też: Rynek pracownika to przeszłość? Spowolnienie dociera do rynku pracy

Warto jednak pamiętać, że był to czas wyjątkowo silnego rynku pracy. Bezrobocie w Polsce jest obecnie najniższe w historii. Dane wskazują jednak, że na naszym rynku pracy pojawiają się pierwsze symptomy spowolnienia. Są to m.in. statystyki wskazujące na zmniejszenie się liczby wakatów, czy spowolnienie spadku bezrobocia.

Dodatkowo dynamika płac zaczęła spowalniać. W czerwcu rosły one w tempie 12,9% w ujęciu rocznym. Wzrost był więc o 2 p.p. niższy niż w kwietniu. W tym czasie inflacja przyspieszyła, a zatem realne wynagrodzenia zaczęły spadać. Ekonomiści oczekują, że w lipcu wynagrodzenia rosły w tempie 13% w ujęciu rocznym. Oznaczałoby to kolejny miesiąc ze spadkiem realnych wynagrodzeń. Jednocześnie nie widać już tak dynamicznego wzrostu pensji nominalnych. Gdyby w Polsce miała miejsce spirala płacowo-cenowa, to dynamika powinna dalej rosnąć, a nie spadać.

Zobacz też: Jak Fed chce zwalczyć inflację? Obniżając wynagrodzenia pracownikom

Na dodatek, zdaniem ekonomistów banku PKO BP, spadki realnych płac w najbliższych miesiącach będą się pogłębiać. Mówiąc wprost, pensje nie gonią cen, a te drugie uciekają im coraz bardziej. Dynamika nominalnych płac w ciągu najbliższego roku będzie spadać. W połowie 2023 roku wynosiłaby zaledwie 8% r/r. Realne wynagrodzenia spadałyby wtedy o 8%. Oznacza to, że za rok inflacja ma być wyższa, a wzrost wynagrodzeń o 1/3 niższy.

Dynamika płac w Polsce

PKO BP

Analitycy tego banku należą do najlepszych w prognozach makroekonomicznych w Polsce. Ich prognozy mogą być jednym z dowodów na to, że spirala płacowo-cenowa w Polsce się nie nakręca. Podobnego zdania jest dziennikarz ekonomiczny Marek Chądzyński.

To już chyba oficjalne: spirala cenowo-płacowa się nie nakręca. W II kw. mieliśmy realny spadek płac w gospodarce narodowej — komentuje najnowsze dane Chądzyński.

Czy spirala płacowo-cenowa się wypaliła wskutek spowolnienia gospodarczego? A może ekonomiści się mylili i nigdy nie miała miejsca? To pytania, na które eksperci będą w stanie odpowiedzieć dopiero za kilka kwartałów. Jednocześnie warto zapoznać się z naszymi analizami dotyczącymi inflacji w Polsce. W tekście „Co napędza inflację w Polsce? Wiele wskazuje na spiralę marżowo-cenową [RAPORT OG]” oraz polemice z nim „O nieistniejącej spirali marżowo-cenowej [POLEMIKA Z RAPORTEM OG]”, można zapoznać się z szeregiem argumentów stojących za występowaniem spirali płacowo-cenowej oraz marżowo-cenowej.

Spirala marżowo-cenowa to wynik racjonalnych decyzji, a nie chciwości firm [ANALIZA]

Polecane artykuły

Back to top button