GospodarkaPolska

Niepokojące prognozy dla polskiej gospodarki: stagflacja, załamana konsumpcja i wzrost bezrobocia

Trzy razy do roku Narodowy Bank Polski publikuje raport o inflacji, w którym zawarte są nie tylko dane dotyczące wzrostu cen towarów i usług, ale również prognozy kształtowania się wskaźników makroekonomicznych w średnim terminie. Po zapoznaniu się z projekcją naszego banku centralnego, wieje pesymizmem. Prognozy dla polskiej gospodarki na 2023 rok są — lekko mówiąc — mało zachwycające. 

Projekcja NBP

Zanim przejdę do omówienia najważniejszych zagadnień raportu o inflacji, przedstawię dwa podstawowe założenia, na podstawie których oparte były projekcje inflacji i PKB. Po pierwsze NBP zawsze w swoich projekcjach zakłada niezmienność stóp procentowych w horyzontalnym okresie prognozy. Ponadto ekonomiści NBP założyli, iż „rozwiązania podatkowe uchwalone w ramach Tarczy Antyinflacyjnej obowiązywać będą do końca października bieżącego roku”. Stąd m.in. z projekcji NBP wynika, że szczyt inflacji przypadnie na I kwartał 2023 roku.

Prognozy dla polskiej gospodarki na 2023 rok

Od czerwca można mówić już o procesach stagflacyjnych w polskiej gospodarce. Inflacja osiągnęła 25-letni rekord, natomiast wskaźnik PMI zanurkował najsilniej od okresu lockdownu w pierwszych kwartałach 2020 roku. Jak pisaliśmy na naszym portalu, jest to efekt skurczenia się zamówień, produkcji, a w szczególności zapasów, które podbiły nasz roczny wzrost gospodarczy w 1 kwartale bieżącego roku. Mamy więc spowolnienie i nadmierną inflację. Podstawową niewiadomą jest, czy dojdzie do jednoczesnej recesji oraz wysokiej inflacji. Być może cykl koniunkturalny zaledwie po 3 latach ponownie znajdzie się w fazie nazywanej depresją gospodarczą.

W swojej projekcji Narodowy Bank Polski wskazuje, iż w najbliższych kwartałach najprawdopodobniej czeka nas niski realny wzrost PKB w ujęciu rocznym na poziomie w okolicach 2%. Jest to wyjątkowa sytuacja. Nasza gospodarka w XXI wieku poza odchyleniami w okresie światowego kryzysu finansowego oraz roku pandemicznego, generowała imponujący roczny wzrost gospodarczy powyżej 3%. Należeliśmy do ścisłego grona najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie.

W najczarniejszym scenariuszu NBP przewiduje, że w I kwartale 2023 roku dojdzie do załamania gospodarczego i PKB w ujęciu rocznym spadnie o 3%. Choć, jest to mało możliwe, to niewykluczone. Jedno jest pewne — nie unikniemy technicznej recesji, czyli ujemnego wzrostu gospodarczego dwa kwartały z rzędu.

W najbliższych kwartałach krajowa koniunktura będzie pod wpływem negatywnego szoku podażowego będącego efektem nałożenia skutków agresji zbrojnej Rosji przeciw Ukrainie na wcześniejsze wzrosty cen surowców energetycznych na rynkach światowych i uprawnień do emisji CO2 oraz zaburzenia w łańcuchach dostaw — czytamy w projekcji NBP

Szczyt inflacji według projekcji przypaść ma na I kwartał 2023 roku na poziomie niemal 19%. NBP nie wyklucza również wskaźników CPI przewyższających 20%. Taki scenariusz, choć mało prawdopodobny, to jest możliwy w obliczu ewentualnego nawrotu pandemii COVID-19, szczególnie w Chinach oraz pogłębienia szoków surowcowych, które obecnie stopniowo maleją. Tak czy inaczej, przełom 2022/23 roku upłynie pod znakiem stagflacji.

Kulejące inwestycje

Narodowy Bank Polski prognozuje wyraźne zmniejszenie stanu zapasów oraz obniżoną dynamikę inwestycji polskich przedsiębiorstw. Inwestycje prywatne w horyzoncie projekcji będą wzrastać w tempie zaledwie do 1% r/r.

W najbliższych kwartałach nakłady na środki trwałe przedsiębiorstw będzie ograniczać utrzymujący się podwyższony poziom niepewności, wysokie ceny surowców na rynkach światowych oraz zwiększona zmienność kursu walutowego — wskazuje NBP

Zobacz także: Polityka monetarna na Węgrzech nie działa? Nie działa, bo działać nie może

Wzrośnie stopa bezrobocia

Mimo rekordowo wysokiej stopy zatrudnienia oraz niskiego poziomu bezrobocia, rynek pracy również zostanie dotknięty. Według NBP stopa bezrobocia wzrośnie do ok. 5% z obecnych 2,9%.

Dochód gospodarstw domowych spadnie

Utrzymująca się wysoka inflacja CPI oraz prognozowane obniżenie wzrostu wynagrodzeń nominalnych w gospodarce wpłynie na spadek dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych.

Zobacz także: Szef IATA ostrzega, że ceny biletów lotniczych będą jeszcze droższe

Osłabiona konsumpcja

Takie czynniki jak podwyższona inflacja CPI, pogorszone nastroje w wyniku szoków podażowych oraz restrykcyjna polityka monetarna z jednej strony obniżająca poziom dochodów rozporządzalnych (wzrost rat kredytowych, choć ten efekt będzie osłabiony przez wakacje kredytowe), natomiast z drugiej strony zwiększająca skłonność do oszczędzania, finalnie będą wpływać na spadek popytu konsumpcyjnego. Roczny wzrost konsumpcji na początku roku znajdzie się w okolicach 0%. Zapewne dynamika spożycia gospodarstw domowych byłaby ujemna, gdyby nie wakacje kredytowe, obniżenie stawki PIT oraz napływ uchodźców.

Podsumowując, czekają nas trudne czasy. Nawet przy założeniu, że spełni się mniej pesymistyczny bazowy scenariusz projekcji NBP. Czy unikniemy recesji? Istnieje światełko w tunelu, czyli nasz PLN jako automatyczny stabilizator koniunktury.

Światełko w tunelu

Wielce prawdopodobne, że ekonomista Michał Możdżeń okaże się prorokiem. Na początku uzmysłowię czytelnikom, dlaczego eksport netto znowu może uratować naszą gospodarkę.

W pamiętnym okresie światowego kryzysu finansowego Polska okazała się „zieloną wyspą”. Oczywiście, takie nazewnictwo jest mocno symboliczne i miało kontekst polityczno-propagandystyczny, gdyż tak naprawdę spowolnienie naszej gospodarki nie ominęło. Powiem więcej. Podobnie, jak cała strefa euro, poza 2010 rokiem, kiedy zadziałał efekt bazy, produkcja przemysłowa oraz wyniki finansowe przedsiębiorstw kulały aż do 2012 roku. Faktem jest jednak, że na szczęście szerokim łukiem ominęliśmy roczny ujemny wzrost realnego PKB, co z definicji nazywamy recesją.

W teoriach ekonomicznych istnieje pogląd, iż płynny kurs walutowy działa jako automatyczny stabilizator koniunktury. Kiedy nadchodzi spowolnienie, wówczas waluta krajowa ulega deprecjacji, w związku z tym nasze towary dla zewnętrznych importerów są tańsze. Innymi słowy, nasze terms of trade staje się bardziej opłacalne dla zewnętrznych nabywców. W ten sposób dochodzi do stymulacji eksportu i finalnie nadwyżki eksportu nad importem — eksport netto. Oczywiście, takie zjawisko wymaga założenia, iż spowolnieniu towarzyszy dewaluacja krajowej waluty, natomiast ożywieniu towarzyszy aprecjacja. Dodam jeszcze, że nie tylko ma to pozytywny wpływ na wzrost popytu zewnętrznego, ale również na wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

W okresie światowego kryzysu finansowego PLN zdewaluował się w stosunku do EUR, w wyniku czego doszło do opisanej powyżej sytuacji. Stymulacja eksportu spowodowała, iż wartość eksportu netto miała silnie dodatni wpływ do wzrostu gospodarczego, kiedy Europa znajdowała się w recesji. Jako jedni z nielicznych państw unijnych mieliśmy możliwość skorzystania z dobrodziejstw płynnego kursu walutowego jako automatycznego stabilizatora koniunktury.

Z projekcji PKB opracowanej przez NBP wynika, że teraz również eksport netto uratuje nas przed recesją. Jak widać na poniższym wykresie, to właśnie ten składnik będzie nam stymulował gospodarkę w najbliższych kwartałach. To nasz „as w rękawie”.

Zobacz także: Parytet euro i dolara staje się faktem. To pierwsza taka sytuacja od 20 lat!

Oczywiście, dodatni eksport netto nie zależy tylko od mechanizmu płynnego kursu walutowego. Jest to przecież różnica pomiędzy eksport i importem. Obecnie eksport netto jest ujemny, gdyż jesteśmy importerem surowców, których cena, póki co jest na gremialnych poziomach. W związku z powyższym dodatni wkład eksportu netto do wzrostu gospodarczego będzie również determinantą ustąpienia szoku surowcowego.

Krzywa Phillipsa – zniszczy gospodarkę, czy inflację? [ANALIZA]

Polecane artykuły

Back to top button